Przepraszam za moj francuski z tym wpisie ;-P.
Kiedy człowiek jest młody, piękny i naiwny, sądzi, że wystarczy się starać, a inni docenią starania i Ci je wynagrodzą. A potem człowiek dorasta i zaczyna rozumieć, że to tak nie działa, że im bardziej coś/kogoś olewasz, tym bardziej ten ktoś Cię doceni…
W życiu prywatnym starałam się, żeby moim facetom było dobrze, żeby żyli jak Małe Elfy, ale niestety podobnie jak ten elf z piosenki się z mojego życia wynieśli. Kiedyś romawiałam z moim byłym o jego problemach z obecną i próbował mnie przekonać, że lepiej być samemu (skądinad to słowa kogoś kto ma dzieci, więc ma dla kogo żyć i nigdy sam nie będzie…). Tak, zaiste – mogę w ogóle o siebie nie dbać, w ogóle się nie starać o nic kompletnie: syf w domu, obgryzione paznokcie niezdrowe jedzenie i alkohol, kręcenie i wyrywanie włosów – pierdolę i tak nie mam dla kogo tego robić….Były, który wcześniej żartował, że powinnam wiązać ręce sznurkami, już zajmuje się włosami innej kobiety. i najlepsze jest to, że przez trzy tygodnie nie obgryzłam ani jednego paznokcia i nie kręciłam włosów, ale on właśnie wtedy stracił mną zainteresowanie. Nigdy Go nie olałam przez pól roku, NIGDY nie zostawiłam na lodzie, baaa NIGDY by mi to wtedy nie przyszło do głowy i często nawet olewałam znajomych żeby spotkać się z Nim (tak, ku…, staraj się, będzie Ci docenione!). Teraz już pewnie nie miałabym najmniejkszych oporów. Jego obecna kobieta co jakiś czas go olewa i mu numer wykręca, ale on to lubi – widać każdy facet to lubi, więc taka będę. Przynajmniej będę wiedzieć dlaczego ktoś mnie zostawia!! Zaiste, bycie samemu jest ZAJEBISTE, można wszystko pierdolić i przestać zgrywać dobra ciocie pocieszyciela w sercowych problemach byłego faceta….Tylko czemu płaczę jak to piszę i mam ciągle nadzieję, że kiedyś do mnie wróci, jeśli było m ze mną za dobrze? Mój wcześniejszy facet był szalenie zakochany w pewnej damie, a ona w nim, ale jak się dowiedziała, że jest poważnie chory to go olała i miłość się skończyła. Usłyszałam kiedyś od Niego, że wie, że jestem jedną z niewielu osób, które życzą mu dobrze, ale mnie i tak zostawił. Więc NIGDY w życiu nie będę się już starać dla żadnego faceta, pierdolę!! To on ma się starać dla mnie, a ja łaskawie może zauważę to, że się dla mnie stara, ale będę go trzymać na dystans. Mężczyżni to najwyraźniej wolą, wolą takie zołzy od dobrych kobiet starających się dla nich; wolą nie być pewnym swoich kobiet…Niestety, mają chyba jakiś genetyczny defekt – w kocu chromosom Y to nie do końca wykształcony chromosom X, cha cha
. Tak, bardzo się zmieniłam…Pewnie jeśli przeczyta to ktoś, kto znał mnie kiedyś, to złapie się za głowę…Pierdolę, niech się łapie, a może przy okazji się zastanowi czy nie jest temu współwinny…
W pracy jest podobnie – pracuję najdłużej w swoim zespole, ale to do mnie jest najwięcej pretensji i nigdy nikt mnie nie docenia, więc przestałam się starać i być miła czy rozmowna.
Często zostaję po godzinach, ale nagrodę/wyróznienie za sierpień dostała dziewczyna, która jako że ma dziecko nigdy nie zostaje po godzinach, a wychodzi zawsze godzinę wcześniej przed końcem zmiany, więc w ogóle się nie stara, a w wakacje miała miesiąc wolnego (w tym 2 tygodnie lewego [?] zwolnienia na dziecko). I to ona została wyróżniona, więc ja już wiem, że ‘pierdolę nie robię’ to najlepsza taktyka, żeby Cie docenili. Zawsze i wszędzie. Inna sytuacja z pracy – to samo wyróznienie – dostała je dziewczyna, która miała zwolnienie przez cały tydzień jak był wybuch wulkanu i był taki zapieprz, że siedzieliśmy po 11 godzin w pracy. Tydzień wcześniej sobie wtedy załatwiłam wyjście na Okęcie na przylot 747 El Ala, ale mnie nie wypuścili…Dziewczyna wróciła i, rzeczywiście w sobotę i niedzielę przyszła do pracy po 8 h (ale hallo, za 300% stawki..). Mi w piątek wówczas odebrano prawo do dnia na żądanie i choć chciałam zostać w pracy dłużej (bo musiałam przyjść ze spóźnieniem około 3 godzin), to powiedzieli mi, że nie muszę, a potem na ewaluacji obcięli premie między innymi za to, że… nie chciałam zostać dłużej. Nawet nikt nie raczył się zająknąć, że w tamtym tygodniu zostawałam po godzinach, że nie wypuszczono mnie z pracy (choć mi to obiecano) i że wbrew przepisom nie przyznano dnia na żądanie (!), a do pracy przyszłam jeszcze w sobotę na 5 godzin. Sądzicie, że jeszcze kiedykolwiek się tak postaram, cha cha…Jeszcze jeden przypadek – ostatni dzień na zadanie – nie mogłam spać w niedzielę , o 04.30 rano wysłałam maila…I co, wielki problem, bo nie sprawdziłam czy przełożony odebrał maila przed 0830, czyli godziną rozpoczęcia pracy, a to NIE NALEŻY DO MOICH OBOWIĄZKÓW – mam tylko poinformować!! Nie chciałam pisać smsa, znowu chciałam dobrze, ale pierdolę, już nie będę…Last but not least, kiedyś nie przeklinałam…Przepraszam….